|
Wchodzimy w epokę, w której świat przedstawiony w mediach zaczyna podążać w stronę reality show - czyli „pokazu na żywo”. Ludzie zawiadujący telewizją odkryli, że mania podglądania przez widzów z jednej strony, a swoisty ekshibicjonizm biorących udział w programach z drugiej, są tym tworzywem, które może zastąpić dotychczasowe, wyreżyserowane programy. |
Na żywo
Doszli do wniosku, że widz ma dość fikcji i żąda za swoje pieniądze realnego życia z ekranu, prawdziwych łez, prawdziwego strachu, prawdziwej nienawiści, prawdziwych zdarzeń. Ekran więc zaczyna służyć za przysłowiową dziurkę od klucza, a realizatorzy wszelkich talk-show umożliwiają ludziom udział w czymś, co zastępuje z powodzeniem spotkanie z psychoanalitykiem, a nawet konfesjonał.
Od takich programów aż roi się we wszystkich stacjach telewizyjnych, choć prym wiodą telewizje komercyjne. Opierają się wszystkie o jeden model, a mianowicie - publicznego prania brudów. Jest to ujawnianie różnych zdarzeń z własnego życia, odzieranego z intymności, na oczach milionowej widowni.
Zdumiewające, że ludzie czynią to chętnie. Nie przeraża ich fakt, iż po emisji mogą zostać poddani osądowi własnych rodziców, dzieci, sąsiadów, wreszcie całego środowiska, w którym żyją. Polska nie jest krajem społeczeństwa tolerancyjnego. Mogą ucierpieć na prestiżu także najbliżsi... Czy chęć zaistnienia w mediach w tak osobliwy sposób może być także nadzieją na wysokie honorarium, na zrobienie choćby chwilowej „kariery” w reklamie, w telenoweli... Faktem jest, iż każdy anons w prasie o naborze kandydatów dostarcza ich taką liczbę, że realizatorzy mogą przebierać jak w ulęgałkach. Może decyduje tu także fakt, iż rosnące wciąż bezrobocie, niezadowolenie społeczne - sprawiają, że wiele osób chce w jakiś sposób zaistnieć w życiu, odzyskać wiarę w siebie, a przy okazji zarobić. Może decydować też chęć przeżycia przygody, zaimponowania bliźnim. Ale nie bagatelizujmy sprawy pokaźnych nagród pieniężnych. I tu, niewątpliwie, zaczynają się rozważania o moralnej i etycznej stronie takich przedsięwzięć.
Jest to oczywista zmiana obyczajowości u progu XXI wieku, teraz w Polsce. Nie wiem, czy łatwa, czy trudna do akceptacji. Ale staje się faktem. Wszelkie pytania - jak daleko wolno mediom posunąć się z ingerencją w życie drugiego człowieka - zostawmy psychologom. Wielu intelektualistów zabrało już głos na ten temat. Są zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy. Są opinie, że udział w takich eksperymentach, jak zamknięcie kilku osób w określonym pomieszczeniu na sto i ponad dni, pozbawiające uczestników wszelkiego kontaktu ze światem, zdanych wyłącznie na siebie i obserwowanych przez kilkadziesiąt kamer notujących każdy ich oddech - może skończyć się poważnymi zaburzeniami psychicznymi, wywołać nienaturalne reakcje i zachowanie. Są i tacy, którzy twierdzą, iż to nowa forma rozrywki, wypróbowana z powodzeniem w innych krajach, do których dołączamy, dążąc do Zachodu.
Podobne programy cieszyły się wielkim sukcesem w Holandii, Hiszpanii, Szwecji, USA, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, a także w Niemczech. Niektóre odcinki oglądał na przykład co trzeci widz w Holandii. Nie dziwi więc fakt, że przewidywana oglądalność jest dla wielu stacji telewizyjnych wystarczającym argumentem na rynku rywalizacji o widza.
Na koniec wypada dodać, że ekshibicjonizm na ekranie zaczyna być mocną pozycją. I póki jedni będą na tym zarabiali, a drudzy za to płacili - ma duże szanse ekspansji zgodnie ze stwierdzeniem, że cel uświęca środki. Nie opuszcza mnie jednak natrętna myśl o granicę ingerencji w intymność człowieka. Nawet jeśli dzieje się to za zgodą obu stron. W jednej z wielu dyskusji, jakich wysłuchałam na ten temat, padły też złowieszcze, choć może demagogiczne z pozoru pytania: A jeśli ktoś z uczestników nie wytrzyma napięcia i na oczach wszystkich popełni na przykład mord... czy kamera zanotuje wszystko do końca, czy podąży za mordercą do sali rozpraw, a po ewentualnym wyroku do celi śmierci i konsekwentnie na miejsce egzekucji...
Dokąd przesunąć się może granica tabu duszy ludzkiej towarzysząca człowiekowi od wieków w krajach cywilizowanych...
Barbara Dudkiewicz