|
Amatorzy dobrych polskich filmów komediowych bez trudu powinni rozpoznać te słowa wypowiadane, a raczej wyśpiewywane przez znakomity duet aktorski Maklakiewicz -Himilsbach w filmie Andrzeja Kondratiuka pt. “Jak to się robi”. |
“I ja i pan widzimy siebie w Cannes...”
Pod takim właśnie dowcipnym tytułem odbył się 11 marca w klubie “SMOK” Przegląd Filmów Amatorskich zorganizowany przez Towarzystwo A-Cyklistów. Pokazano 11 bardzo zróżnicowanych pod względem treści i formy filmów.
Jako pierwszy wyświetlono film Sylwestra Łuczaka pt. “No name”. W zasadzie był to dobrze zrobiony teledysk do muzyki zespołu “SOS FOSGEN”. Przedstawiał fragmenty festiwalu “JAROCIN 87”. Ten sam reżyser zaprezentował “Pieniądze”. Ta interesująca produkcja wykorzystuje oryginalny pomysł przypadkowego łączenia postaci z peerelowskich banknotów. Całość ilustruje piosenka opowiadająca oczywiście .... o pieniądzach.
W dalszej części pokazano dwie produkcje aktora otwockiego teatru im. S. Jaracza - Krystiana Herncisza. Pierwszy z filmów “Afekt” utrzymany był w konwencji dramatu kostiumowego, drugi - “Wakonda” to bez wątpienia kryminał. W obu filmach Krystiana wystąpili znani otwockiej publiczności aktorzy “Jaracza” z Piotrem Poray-Poleskim na czele.
Pierwszą część pokazu zakończył animowany film Tomasza Karelusa “Pokarm duchowy”. Autor wykonał znakomitą ilustrację do opowiadania Rolanda Topora pod tym samym tytułem. Przyznam się, że ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że jest to produkcja amatorska. Film był profesjonalny i naprawdę robił duże wrażenie. Nie bez powodu otrzymał I nagrodę na festiwalu “Jutrofilmu” w Warszawie.
Po krótkiej przerwie wyświetlono film w koprodukcji Minusa i Krystiana Herncisza “Do żył jest nóż”. Utrzymany był w konwencji teledysku, a całość podkreślała szybka, rytmiczna muzyka rockowa. Minus chciał zaprezentować również dłuższy film, ale organizatorzy pokazu odmówili tłumacząc, że autor przyniósł go zbyt późno, a program już został ustalony.
Na końcu przeglądu wyświetlono cztery filmy Filipa Dzierżawskiego i Krzysztofa “Ogona” Ogniewskiego. Były to: “Eros i Tanatos”; “Sunny afternoon”; “Koniec” i “Ciągłość parków”. Niewątpliwie autorzy dysponowali najlepszym spośród prezentujących się twórców sprzętem filmowym. Ich filmy są bardzo sprawne pod względem warsztatowym. Zastrzeżenia może budzić jedynie gra aktorska, jednak całość oglądało się z przyjemnością. Najfajniejszym z nich wydał mi się “Sunny afternoon”. Autorzy wykorzystali popularną piosenkę Beatlesów i bardzo ciekawy pomysł. W filmie tym widzimy, jak bohater-perfekcjonista szykuje się do przyjęcia na obiad pary przyjaciół. Kamera pokazuje jego perfekcyjne przygotowania, a widz słyszy zjadliwe komentarze wygłaszane przez mężczyznę pod adresem gospodarza. Gdy bohater otwiera drzwi, przed chwilą obgadujący go znajomy rzuca mu się na szyję z okrzykiem: “Cześć stary!”
Budującym jest fakt, że przegląd ściągnął pełną salę widzów. Przeważali ludzie młodzi. Organizatorzy chyba nie przewidzieli takiego zainteresowania. W związku z tym w klubie zabrakło krzeseł i część przybyłych stała lub po prostu siedziała na podłodze.
Biorąc pod uwagę reakcję widzów większość projekcji przypadła im do gustu. Chyba najgorzej przyjęli film Sylwestra Łuczaka pt. “Still stories”, który wykorzystując ciekawy podkład muzyczny pokazuje zdjęcia dawnej Warszawy. Film mógłby być niezły, ale wydawał się nieco za długi. Jeden z siedzących obok mnie widzów skwitował tę produkcję stwierdzeniem: “Bardzo ładny album”.
Krystian Warda